główna; regulamin; zapisy; ocenieni

Talking about
oceny i recenzje opowiadań




Talking about to serwis poświęcony ocenom i recenzjom prozy publikowanej w Internecie, czy to na blogu, czy na stronie. Wyrósł z In my opinion, gdzie przez kilka lat praktykowaliśmy ocenianie wnikliwe i krytyczne — w myśl zasady, że to, czego potrzebuje Autor, to konkretne wskazanie mocnych i słabych stron jego utworu.
Nie częstuję pochlebstwami po powierzchownej lekturze tekstu. Oceniam rzetelnie i w pełni subiektywnie. A przede wszystkim — chcę o każdym pojedynczym opowiadaniu porozmawiać.
Jeśli tego szukasz — zgłoś się.



Kolejka: syriusz black (*), gilderoy lockhart, flavia labollay, rita skeeter, monika dursley, laura sylvanus, tinale, thebitterend, dzieci boga granic, musivum, get used to this, charnavin, broken glass.


Polecamy konkurencję: poczochrane; pwn; wulkaniczne; żar ocen; kompania ocenowa; ława przysięgłych.





Ogłoszenia

17. maja 2012
Stała się rzecz okropna, choć nie niespodziewana. Mianowicie ledwo kryzys internetowy został zażegnany, na scenę wkroczyła sesja. W związku z tym, iż Główny Recenzet t-a, to jest ja, Isamar, jest nosicielem Wygórowanych Ambicji, intensywne ocenianie w okresie majowo-czerwcowym nie wchodzi w grę. Wakacje zaś bywają pracowitym okresem.
Ale, ale, nie dramatyzujmy. Ocenianie chwilowo działa w zwolnionym tempie; mimo iż jestem w trakcie oceny Syriusza, postanowiłam go chwilowo odłożyć na bok, gdyż wymaga więcej cierpliwości niż obecnie posiadam, i przeskoczyć na prośbę An do dzieci boga granic. Co się tyczy dalszej kolejności oceniania, po dwóch wspomnianych oceniam pozostałych zgodnie z kolejką od thebitterend, jako że teksty wcześniejsze są mało zaawansowane.
To by było na tyle w kwestii organizacyjnej. Dziękuję za uwagę i zalecam cierpliwość.








Recenzje


Porozmawiajmy o... kimiro monogatarii

sobota, 24. marca 2012 o 18.49



Zerwane irysy, w wazonie, więdną powoli (Roxana Rayla Rossenvelt)


Słowem wstępu


Wszystko, co wiem o krajach Wschodu, można sprowadzić do kilku książek i programów telewizyjnych, z których chyba żaden nie odnosił się akurat do Japonii. Fascynacja Orientem nigdy nie stała się moim udziałem, ale po pierwsze primo, budzi on raczej zaciekawienie niż niechęć, a po drugie primo, historia ma się rozgrywać w świecie alternatywnym, jedynie podobnym do Japonii.
Ha, zobaczymy, cóż z tego wyniknie. Jak na razie skojarzenie z Japonią jest dość silnie za sprawą wystroju strony. Panują błękity, grafika bardzo ładna, treść uporządkowana. Może jedynie menu jest zapisane odrobinę zbyt małą czcionką, ale to drobiazg. A dbałość o szczegóły (to jest, dodatki do opowiadania i podpisana grafika szablonu) robi wrażenie na takiej zrzędzie jak ja. Tak więc pierwsze wrażenie jak najbardziej pozytywne.
Zaciekawił mnie zwłaszcza dział o inspiracjach. Ha, nie do końca się zgodzę z panem Kingiem (być może ma to coś wspólnego z faktem, że niespecjalnie za nim przepadam), ale raczej dlatego, że inspiracja powinna być raczej świadoma, bo gdybyśmy nią określali to, co czerpiemy nieświadomie, to musielibyśmy uznać za inspirację niemal wszystko, co kiedykolwiek przeczytaliśmy, obejrzeliśmy czy usłyszeliśmy (oczywiście jest jeszcze nieświadomy plagiat, ale to inna sprawa). Tak więc jeśli ktoś otwarcie twierdzi, że inspirował się czymś konkretnym, to trochę nieufnie do sprawy podchodzę. Ale raczej nie w tym przypadku. Ba, skandaliczna nieznajomość twoich inspiracji nawet nie pozwala mi stopnia zaczerpnięcia z nich.


Koncept, fabuła, akcja


Opowiadanie zaczyna się klasycznie, od narodzin bohaterów. Później mamy przeskok czasowy do momentu akcji właściwej: trafiamy w sam środek wojny, gdy umiera honorową śmiercią samobójczą głowa rodu, Sugiatni Harumi, co ma olbrzymi wpływ zarówno na dalsze losy konfliktu, jak i jego najbliższej rodziny. Oto władzę przejmuje młody, niegotowy do panowania Hiroshi, który z jednej strony musi zdobyć szacunek klanu, z drugiej — kontynuować wojnę. A ponieważ w tej drugiej kwestii ma nieco odmienne zdanie niż doradzający mu stryj, Kenshiro, a także część klanu — sytuacja się komplikuje. Jednocześnie na dziwną chorobę zapada bliźniacza siostra nowego pana, Hisako, a do jej stanu przyczynia się duch zmarłego ojca. No i oczywiście — gdzieś tam daleko wróg, to jest młody Murahito Isamo, szykuje się do podbicia całego Kimiro.
Bardzo podoba mi się kompozycja twojego opowiadania. Wydarzenia układają się w ładny, chronologiczny ciąg. Nie mnożysz wątków, ograniczasz je do zaledwie kilku, ale za to ukazanych z różnych perspektyw i uzupełnionych ciekawymi motywami. Opowieść płynie w sposób naturalny, swobodnie i dość szybko, nie rozdrabniasz się, opisujesz to, co musi zostać opisane — i dzięki temu mamy ładną, przejrzystą fabułę.
Jej największą wadą jest pewna powtarzalność. Walka o władzę, młodzieniec na tronie, wybór między bezpieczeństwem a honorem, zdrada — to wszystko jest stare jak świat, już skądś to znamy. Niemniej według pewnej modnej koncepcji wszystko w literaturze już było, teraz należy tylko pisać tak, by owej powtarzalności nikt nie zauważył. W pewien sposób ci się to udaje; podczas lektury nie myśli się o tym, co i gdzie już było, raczej płynie się przez tekst dalej. Ale też z radością powitałabym jakiś powiew świeżości.
Wątek najważniejszy — a przynajmniej „największy” — to jest wojny, rozwija się stosunkowo powoli i ciekawie. Wojna stale trwa, ale nie działania wojenne, zawieszone na czas zimy; no i jak powszechnie wiadomo, walczą maluczcy, tymczasem my śledzimy tych postawionych wysoko. I tak z jednej strony widzimy biednego Hiroshi, z drugiej — Isamo; a wątpliwości się piętrzą. Bo wydaje się oczywistym, że pod wodzą Hiroshi klan Sugiatni nie ma dużych szans na zwycięstwo, ale siły się wyrównują, kiedy Isamo zostaje odsunięty, a jego miejsce zajmuje chyba mniej zażarty Akira. No i — co dodaje sytuacji smaczku — w gruncie rzeczy to nie jest wojna klanu Sugiatni, ale wspieranego przez nich klanu Ashida.
Samo panowanie Hiroshi to dla mnie najciekawszy wątek w opowiadaniu. Świetnie wprowadzasz jego postać jako tego „słabszego” bliźniaka — mniej energicznego niż siostra, bardziej stonowanego, przegrywającego w walce. To sprawia, ze kiedy przejmuje władzę, czytelnik doskonale rozumie, jak bardzo nie jest do tego gotowy. Nie ma też czasu na przygotowania, bo toczy się wojna. I tu wprowadzasz kolejny mocny motyw: wybór między honorowym pomszczeniem ojca i dalszym wspieraniem Ashida a bezpiecznym wycofaniem się z walk i przygotowywaniem własnej obrony, jak doradza stryj Kenshiro; a więc konflikt poniekąd tragiczny. Wyrok Hiroshi ma oczywiście ogromne znaczenie, co podkreślasz sceną z ostatniego rozdziału: decyzją o ostatecznej zdradzie kogoś, kim jest, jak podejrzewam, Ikemoto.
Natomiast mniej mnie przekonuje opętanie Hisako. Oczywiście znowu ładnie prowadzisz akcję, najpierw przedstawiasz jej osobę, potem pojawia się duch ojca, choroba, odkrycie przyczyn, rytuał, wpływ tego zdarzenia na dziewczynę; to wszystko układa się w sensowny ciąg. Ale nie do końca wyjaśniasz, co właściwie się stało; jak duch Harumi mógł wprowadzić Hisako w taki stan, no i oczywiście — dlaczego. Dobry ojciec raczej nie próbuje zabić dziecka — bo do śmierci przecież prowadził jej stan — a powrót z zaświatów z powodu tęsknoty niezbyt pasuje do dzielnego wojownika. Trochę to nie na miejscu; i trochę znikąd. Mam nadzieję, że to zdarzenie będzie miało jakieś znaczenie dla przyszłej akcji. Bo jak na razie nowa Hisako odrobinę mnie rozczarowuje. A choć scena kolejnego pojedynku między rodzeństwem — i pierwszej wygranej Hiroshi — ma ładny wydźwięk symboliczny, podchodzi pod dość tanie zagranie.
Całość wzbogacają pojedyncze motywy i drobniejsze wątki. Zwłaszcza interesujący wydaje się wątek Kenshiro. To istotnie fascynujące, dlaczego mężczyzna, który ledwo uniknął śmierci, nie pragnie chociaż na chwilę spotkać się z najbliższą rodziną, żoną, ale cały czas wiernie trwa przy żonie brata i bałamuci młodą służkę. Oczywiście to nic niezwykłego, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten człowiek skrywa jednak jakąś tajemnicę. Byleby tylko nie okazało się, że to on jest zdrajcą; to byłoby stanowczo zbyt melodramatyczne.
Wszystko razem tworzy naprawdę zgrabną całość fabularną, co do której nie mam żadnych zarzutów. Panujesz nad akcją, ani z nią nie pędzisz, ani nadmiernie nie spowalniasz, każdy wątek ma swój przebieg, wszystkie w którymś punkcie się łączą. Dawno nie trafiłam na tekst równie uporządkowany i ładnie poprowadzony, a przy tym zajmujący.


Postać centralna i bohaterowie drugoplanowi


Twoi bohaterowie mają jedną cechę wspólną, która bardzo mi się podoba: są mocno związani z wykreowanym światem, mają tę samą, charakterystyczną mentalność. Czytelnik ani przez chwilę nie ma wątpliwości, że przynależą do tego samego społeczeństwa, że wiąże ich ta sama kultury. Niełatwo jest nadać bohaterom ten wspólny pierwiastek, gdy obsadza się ich w nowym świecie, a tobie się udało.
Kreacje indywidualne również wychodzą ci bardzo dobrze. Tworzysz postacie zindywidualizowane mimo wspomnianych elementów wspólnych, bardzo rzeczywiste. Od Harumi, który ginie tak szybko, po Akirę, który jak dotąd wystąpił bodajże raz.
Ośrodkiem opowiadania — a także tym, na kim koncentrują się myśli bohaterów — jest Hiroshi.  O ile rolę ma dość intrygującą, o tyle sam w sobie jest raczej pospolity, nie wyróżnia się niczym specjalnym. Nie jest ani typem wojownika, ani władcy. Ale ma to olbrzymi urok i siłę oddziaływania na wyobraźnię czytelnika, bo wiadomo, że będzie musiał przynajmniej starać się sprostać nadziejom, które w nim pokładają. Nie jest też w żadnym razie ciepłą kluchą; może nie emanuje władczością, ale nie pozwala uczynić z siebie marionetki. Stawiając opór i opowiadając się za utrzymaniem sojuszu z klanem Ashida, ujawnia się w nim kolejna ważna cecha: Hiroshi wie, co jest jego powinnością i spełnia ją. Pytanie tylko, czy się nie myli.
Bliźniacza Hisako stanowi ciekawy kontrast w stosunku do brata jako osoba energiczna, żywiołowa, uparcie zmierzająca do celu. Myślę, że mogłaby poprowadzić bunt przeciwko bratu, gdyby nie dwie drobne przeszkody: to, że go kocha, oraz to, że jest kobietą. Co nadaje jej postaci nieco innego wydźwięku. Hisako po opętaniu wydaje mi się odrobinę mniej absorbująca; milknie, staje się mniej pewna siebie, jakby przestraszona — zapewne za sprawą koszmarów. Ale mam nadzieję, że to tylko lekkie przyciemnienie jej barw, a nie całkowite pozbawienie kolorytu.
Stryj Kenshiro jest postacią fascynującą, aczkolwiek odrobinę antypatyczną. Wierny bratu, mężny, bardzo rozsądny, myśli głównie o dobru klanu, jak na wojownika przystało. Ale jednocześnie nie dba o słabszych od siebie; ignoruje wolę Taomo, która zachęca go do powrotu do domu, nie respektuje i ogranicza władzę Hiroshi, wykorzystuje niższą pozycję Kumiko. Oczywiście wszystko — poza tym ostatnim — czyni dla dobra klanu (lub zgodnie ze swoim pojęciem honoru). Nie on pierwszy i nie ostatni mając dobre motywy, robi rzeczy niekoniecznie dobre; ale ta jego dwoistość jest szalenie interesująca.
Z kolei Taomo jest postacią trochę zbyt stereotypową. Miała być lekko zaburzonym ideałem kobiety Kimiro: a więc matroną godną szacunku, myślącą, rozważna, absolutnie opanowaną, ale wewnątrz bynajmniej nie oziębłą. I odrobinę zbyt duży nacisk położyłaś na tą drugą część. Taomo stanowczo zbyt dużo myśli o tym, kim jest, a za mało owym kimś jest. Oczywiście trudno byłoby ci oddać tę odmienność myśli od czynów inaczej niż zaglądając w jej świadomość, ale może powinno znaleźć się tam więcej autentycznego lęku o dzieci — jedno chore, drugie zagubione w nowej roli — i żalu po śmierci męża, a mniej analizy własnej osoby.
No i wrócę jeszcze raz do Harumi, bo jego wspomnienie towarzyszy stale bohaterom. Harumi wspominany wypada na wielu frontach jako daimyo idealny; mężny, honorowy, przywódczy; ale też jako dobry (bo nietypowy, mniej srogi) mąż. Z drugiej strony jako duch zupełnie traci rozsądek, pragnie wrócić do rodziny, mimo że jest to nieco niehonorowe (bardziej w uznaniu moim niż bohaterów, jak mniemam) i szkodliwe dla jego córki. Trochę za dużo w tym sprzeczności, którą rzecz jasna dałoby się pogodzić, ale powinnaś nieco dobitniej rozpisać motyw jego pośmiertelnych działań. Bo w to, że był nieświadomy, iż krzywdzi dziecko, raczej trudno uwierzyć.
Druga strona konfliktu, panowie z klanu Murahito, są wykreowani bardzo ładnie, choć mniej szczegółowo — co zrozumiałe. Isamo jawi się jako mężczyzna gwałtowny, spragniony władzy i krwi wrogów, stanowczo nieskory do kompromisów, ale niezbyt rozsądny, co też wynika ze wspomnianej gwałtowności. I nie ma w tym żadnej przesady. Żałuję tylko, że w tekście zabrakło aluzji do jego „skłonności”, o których mowa w dziale poświęconym klanom. Natomiast nie zabrakło aluzji do życia erotycznego Akiry, który wydaje się całkowitym przeciwieństwem kuzyna: opanowany, potrafiący kalkulować, chociaż chyba równie bezwzględny. Zresztą scena konfrontacji tych dwóch jest fenomenalna, zarówno przez genialną kreację bohaterów, jak i żywe, mocne dialogi.
Szkoda tylko, że nie wprowadziłaś jeszcze członków klanu Ashida, od których przecież wszystko się zaczęło. Podejrzewam, że Akinori, doprowadzony do ostateczności po tragicznej śmierci swoich poprzedników, musi być również bardzo interesujący.
Twoje postacie są bardzo żywe i wyraziste. Najmocniej to widać wtedy, kiedy przedstawiasz bohaterów w jakiś sposób kontrastujących ze sobą — bliźniaki, Hiroshi a Kenshiro, panowie Murahito — ale nie tylko. Czyta się o nich z przyjemnością, bo są jednocześnie prawdopodobni i ciekawi. No i, patrząc na bardziej technicznie, idealnie dopasowani do swoich ról. Świetnym zabiegiem okazało się to, że nie rozdrabniasz się, opisując postaci zbyt drobiazgowo, nadając im jakieś cechy szczegółowe. Koncentrujesz się na tych, które mają jakieś znaczenie; i bardzo dobrze.


Świat przedstawiony


Kimiro jest twoim autorskim światem, wykreowanym teoretycznie w oparciu o kulturę i ustrój Japonii. Napisałam: teoretycznie, ponieważ nie wiem, ile w tym podobieństwa. Mi stosunki międzyludzkie bardziej przypominają disneyowską Mulan — rozgrywającą się w Chinach, o ile mnie pamięć nie myli — ale może nie będę się wymądrzać, skoro tak niewiele wiem na ten temat.
Jest to świat o jasno nakreślonych konturach, w którego stworzenie wkładasz wiele trudu — widać to po dbałości o szczegóły. Znamy krajobraz i zarys historii Kimiro, wiemy, jakimi rządzi się prawami. Elementom przestrzennym i obyczajowości poświęcasz bardzo wiele miejsca, tak że twój świat staje się czytelnikowi bliski, choć przeciętnemu Europejczykowi pewne jego elementy powinny się wydawać nie do przyjęcia.
Cały szkopuł w tym, że kreacja świata odbywa się na jeden płaszczyźnie. Zwykle mówi się, że opis przebiega od szczegółu do ogółu (ewentualnie od ogółu do szczegółu), tymczasem ty na szczególe kończysz. Uściślijmy: zabrakło mi przedstawienia całościowego Kimiro, jako pewnej jedności, krainy. Bardzo dobrze opisujesz poszczególne elementy swojego świata, ale zawsze są to elementy konkretne, oczywiście składające się na całość, ale nie będące całością. Wiemy na przykład, co się dzieje w dwóch (trzech) głównych klanach i jakie panują między nimi stosunki, ale nie wiemy, ile jest klanów w ogóle i jak się do sytuacji odnoszą. Wiemy, jakim zajęciom oddają się potomkowie Harumi i Taomo, ale nie wiemy jakie są zwyczajne zajęcia młodzieży. Wiemy, jak została wychowana Taomo i jaką kobietą się stała, ale nie wiemy jak wychowuje się wszystkie kobiety. A kiedy wychodzisz spoza pałacu, że tak to określę, i pokazujesz obraz karczmy (a właściwie dwóch, skontrastowanych), to znowu nie wiemy (i we fragmencie z tą pierwszą karczmą czuć to najsilniej w całym opowiadaniu), jak normalnie wyglądają te karczmy i świat zwykłych ludzi w Kimiro, mamy tylko przesłanki w rozmowie najemników. Rozumiesz, co mam na myśli? Pokazujesz nam, jak toczy się życie bohaterów, ale nie wiemy, jak wygląda zwyczajne życie przeciętnego człowieka, a tym samym nie potrafimy ocenić, na ile to, co się dzieje, jest normalne, pospolite, a na ile wykracza ponad przeciętność. Ot, młody Hiroshi jako przywódca klanu: nie wiemy, czy to faktycznie coś dziwnego, nie do zaakceptowania, czy może zdarza się w historii dość często; a więc tym samym nie możemy ocenić, czy to było takie trudne do uznania przez członków klanu, czy może bohater końcówki ostatniego rozdziału ma zdradę we krwi. A to ważne.
Wszystkie powyższe zarzuty nie miałyby miejsca, gdyby akcja toczyła się w świecie  rzeczywistym, ewentualnie równoległym, alternatywnie europejskim. Ale wchodzisz w sferę orientalną, mało znaną czytelnikowi, a ponadto nie pozostajesz w niej (a więc nie może on sobie doczytać i uzupełnić brakującej wiedzy), ale tworzysz w oparciu o nią własny świat. A więc kreację musisz rozpocząć od podstaw i jednocześnie opisywać cały szeroki świat, jak i ten bliski, związany z bohaterami.


Narracja i styl


Narrację mamy trzecioosobową, z perspektywy różnych bohaterów; najczęściej bliźniaczych bohaterów głównych, ale pojawiają się fragmenty „opowiadane” przez ich matkę, stryja, postaci postawione z drugiej strony barykady (czyli związanych z wrogim klanem Murahito) czy, jak w ostatnim rozdziale, przez zdrajcę. Zwykle te fragmenty są ładnie oddzielone, tylko w ostatnim rozdziale zlały się perspektywy bliźniaków. Przejście jest dosyć łagodne, bo najpierw piszesz, co o Hiroshi myśli o siostrze, a potem przechodzisz do jej snów (nieznanych bratu ani nikomu innemu) i punktu widzenia, ale radziłabym unikać takich konstrukcji. Jeśli nie chce się celowo odstąpić od normy, lepiej wyraźnie zaznaczyć, gdzie się zaczyna perspektywa kolejnego bohatera, by czytelnik wiedział, kto jest tym podmiotem opowiadającym.
Styl masz specyficzny, bo poniekąd dualistyczny. Z jednej strony w opisach emocji czy obyczajów i oczywiście w dialogach starasz się oszczędnie gospodarować słowem, pokazać to opanowanie, dążenie do absolutnego spokoju bohaterów, uciekasz od wartościowania i oceniania, czyli wszelkiej emocjonalności. Z drugiej strony jesteś mistrzem plastycznych, bogatych opisów przyrody, krajobrazu, wszelkiej przestrzeni, gdzie używasz kunsztownego słownictwa, jednocześnie nie popadając w przesadę. To zaskakująco dobre połączenie, które pozwala oddać jednocześnie piękno świata i zasady nim rządzące.
Ale zdarza ci się jakby trochę zagubić w tych swoich realiach. Co prawda to twój świat i może nie powinnam się aż tak sugerować podobieństwem do krajów wschodnich (może niekoniecznie tylko Japonii), ale sama je eksponujesz, więc broniłabym swoich racji. A mianowicie obok wyrażeń typowo orientalnych (wszelkie nazewnictwo pór dnia, strojów) pojawiają się słowa zakodowane w kulturze europejskiej. Ot, nastolatek — nastolatek to wymysł XX wieku i Ameryki, który przedostał się do Europy; a konkretniej kapitalizmu, który stworzył nazwę tej grupy odbiorczej. W krajach wschodnich to raczej nadal jest młody człowiek, jeśli pojęcie nastolatka się tam przedostało, to na pewno nie do tradycyjnych społeczności. Nieufnie odnoszę się też do protokołu (zamiast ceremoniału). Protokół pierwotnie to nazwa dokumentu pisanego, dopiero w przenośni jest synonimem ceremoniału i jako taki również wyrósł z biurokratycznej kultury Zachodu. Dlatego na Wschodzie to powinien być raczej ceremoniał.
W opisie nie do końca radzisz sobie z nastrojowością. Niektóre fragmenty są naprawdę dobre — lęk Hiroshi podczas zgromadzenia, jego momenty zadumy, emocje Hisako podczas walki udało ci się oddać, to wszystko czujemy. Ale inne partie popisowo klecisz, pozostawiając w czytelniku niedosyt, jak wątek opętania Hisako. Ani przez chwilę nie poczułam obawy, że umrze, a deklaracja takiej możliwości pojawiła się bodajże raz, w mało przekonujący sposób. Z kolei w scenie egzorcyzmu wszystko dzieje się zdumiewająco szybko, przejście od podniosłości w rozmowie małżonków do wulgarnego charkania mniszki jest zbyt prędkie, podobnie jak natychmiastowy powrót Hisako z eteru. Dopiero rozdział później jest mowa o osłabieniu, koszmarach, jakiejś zmianie, ale to już należy liczyć w poczet konsekwencji dalekosiężnych; natomiast po przebudzeniu od razu zachowuje się normalnie, rozsądnie żąda kąpieli i jedzenia, od razu przyjmuje do wiadomości, że to, co jej się stało, nie było snem, zdarzyło się naprawdę. Zabrakło jakiejś niepewności, grozy, tajemniczości. Może i bohaterowie nie powinni tego pokazywać, ale czytelnik powinien to poczuć. A z drugiej strony są fragmenty, w których zbyt nachalnie mówisz czytelnikowi, co powinien odczuwać i co się dzieje, ba, wręcz łopatologicznie; podczas gdy pewne rzeczy można spokojnie pozostawić domysłowi. Tutaj głównie mam na myśli odczucia kobiet wobec mężczyzn, a raczej wobec władzy i konieczności posłuszeństwa — a konkretniej Taomo czy służki Kumiko. Robisz dość obszerny wstęp o roli kobiety, wielokrotnie zaznaczasz, że nie mają prawa sprzeciwu czy okazania braku szacunku, w przypadku Taomo podkreślasz też spokój i opanowanie, za które jest ceniona. Nie musisz więc podkreślać, że zdanie Kumiko nie ma znaczenia i analizować, że Taomo w głębi duszy martwi się o córkę, ale nie pozwala sobie na okazanie uczuć. Czytelnik o tym wie, a powtarzanie mu tego po raz kolejny zabija cały dramatyzm.
Z nastrojowością wiąże się jeszcze jedna kwestia, a mianowicie ten kilkuakapitowy fragment opisujący koszmary Hisako. Zabrakło mi tam tej senności, gry podświadomości ze świadomością. Technika oniryczna — wszelkie opisy snów — ma swoje prawa. Snu nie da się opisać jak wydarzenia, stąd dotąd, po kolei; sen jest zlepkiem poplątanych elementów, uczuć, obrazów, pojedynczych myśli. U ciebie tego nie ma. Starałaś się co prawda sygnalizować, że dzieje się coś niezwykłego — gwałtowne zmiany przestrzeni, na przykład — ale to niewiele. Oczywiście to nie jest błąd; ba, możemy ten opis potraktować nie jak opis snu, ale opis tego, co bohaterka ze snu pamięta, jak go sobie układa w głowie — a wiadomo, że wtedy to będzie bardziej uporządkowane. Ale chodzi o to, że nie wykorzystałaś potencjału, jaki tkwi w śnie (podobnie, choć na mniejszą skalę, jeśli chodzi o opętanie Hisako i podążanie w świadomości za ojcem), a szkoda.
Z kolei jeśli chodzi o sprawę bardziej techniczną, to masz pewną bardzo irytującą manierę, która może i w jakiś sposób charakteryzuje twój styl, ale radziłabym z niej zrezygnować. A konkretnie, zdarza ci się stawiać kropkę tam, gdzie narracja aż się prosi o przecinek i z jednego zdania robić dwa, przy czym to drugie tak silnie odnosi się do pierwszego, że rozbicie jest absolutnie nie na miejscu. Dwa przykłady dla zilustrowania sytuacji:


Chociaż jego małżeństwo nie było spontanicznym, wynikłym z wielkiego uczucia aktem złączenia ze sobą dwóch dusz. To jednak poszanowanie wobec woli rodziców oraz swoisty szacunek dla rodu, z którego wywodziła się jego przyszła żona, połączone z zachwytem wobec jej urody, od kiedy zobaczył ją po raz pierwszy, przerodziły się z czasem w prawdziwą miłość.



Forteca pogrążyła się zatem w pozornie spokojnej, pełnej oczekiwania ciszy. Zacukanej jedynie przez  bojowe okrzyki, połączone z klęczącymi dźwiękami, wydawanymi przez, uderzające o siebie dwa drewniane kije.


Oczywiście po złączeniu zwykle powstaną dwa okropnie długie zdania; ale jeśli je rozdzielać, to trzeba to zrobić trochę inaczej. No i powiedzmy sobie otwarcie: zakaz pisania długich zdań jest skierowany do tych, którzy nie umieją ich poprawnie konstruować przez tych, którzy nie potrafią ich odczytać. Ponieważ ty umiesz pisać, a ja czytać, nie widzę powodu, by ganić cię za długie zdania.
I może podsumujmy jakoś te moje wywody na temat stylu, bo w gąszczu wszystkich „ale” można zagubić istotę rzeczy. A istota rzeczy jest następująca: droga Roxano, piszesz na wysokim poziomie, a to, co wychodzi spod twojego pióra, można bez wyrzutów sumienia nazwać literaturą.

 


Poprawność ogólnojęzykowa


Masz problem z przecinkami, wstawiasz ich zbyt dużo, tworząc sztuczce wtrącenia: od motta w pasku po każdy kolejny rozdział. Niby to nie błąd, ale odrobinę drażni podczas lektury (wytrawny czytelnik siłą rzeczy myśli „pauza”, gdy widzi przecinek), a wszystko, co utrudnia czytanie, uchodzi za szkodliwe. Początkowo miałaś też tendencję do nadużywania zaimków „swój”, „swoje” tam, gdzie były zupełnie zbędne (na przykład „dać swoje słowo”, „skierować swój wzrok” — a czy można cudze?), ale w późniejszych już tego nie zauważyłam. Pojawia się też cała seria błędów z gatunku „czego Word nie poprawił lub poprawił źle”, głównie jeśli chodzi o pisownię łączną i rozdzielną oraz zamienianie wyrazów. To błędy najbardziej karygodne, bo proste i wynikające wyłącznie z niedbalstwa.


Tym czasem Jeździec zatrzymał ogiera i ciężko zsunął się z siodła

— tymczasem;

Robiła jedynie krótkie przerwy na sen  i posiłek,  jednakże spała  niewiele, a jadła jeszcze mniej, przyprawiając tym samym służbę oraz rodzinę o dodatkowe zmartwienie

— gdy mówimy, że ktoś mało śpi, mamy na myśli godziny, a mało je (a nie krótko) — kalorie, dekagramy, ewentualnie inne tego typu miary; więc nie za bardzo można mówić, że je się mniej niż śpi;

Gdybym to zrobił, złamałbym wolę mojego brata i własne słowo

— złamać cudzą wolę oznacza coś innego niż złamanie słowa, czyli niespełnienie owej woli; jeśli mówimy o złamaniu woli, chodzi zwykle o przełamanie czyichś oporów;

Odrobinę oddłużona przetłaczającą mieszaniną aromatów zawartych w dymie świec i kadzidełek, siedziała, tak samo jak kapłani w pozycji kwiatu lotosu

— odurzona?;

Niewolno mi czuć urazy

— nie wolno;

Brakowało do tego stopnia, że czasem ogarniała go nagle lekka, tłumiona, jakby  nieśmiała skierowana przeciwko siostrze złość, czy  może raczej zadość?

— zazdrość?.
I jeszcze jeden drobiazg w zdaniu poniższym. Wyrażenie „Jedno z jej dzieci” (w sytuacji, gdy w pomieszczeniu znajduje się tylko jedno, bardzo konkretne) jest zbyt rozdmuchane. „Jej dziecko” w zupełności wystarczy. W tym momencie liczy się to, że ofiarą szamotania jest dziecko matki, a nie — że to jedno z iluś tam dzieci.

Przez jakiś czas trwała bez ruchu w pozycji półleżącej, z rosnącym przerażaniem patrzyła jak jedno z jej dzieci szamocze  się konwulsyjnie na własnym posłaniu.


O ile pierwsze rozdziały są pod względem poprawności dopieszczone (pomijając przecinki), o tyle dwa ostatnie roją się od takich drobnych błędów. Polecam przejrzeć je raz jeszcze (lub znaleźć kogoś, kto to zrobi) i wyeliminować wszelkie uszczerbki.

 


Summarium


Długo się zastanawiałam nad kwestią techniczną, a mianowicie rubryczką dla Kimiro monogatari. To świetny tekst, niewątpliwie jeden z najlepszych, jakie zdarzyło mi się czytać, nie wspominając o ocenianiu. Piszesz bardzo dobrze, tworząc prozę na wysokim poziomie, taką, którą czyta się dla subtelnych przeżyć literackich. Ponadto masz w sobie coś niezwykłego, jeśli chodzi o opis – może nie przestrzeni, ale na pewno emocji i akcji: używasz niewielu słów nacechowanych emocjonalnie, piszesz w tonie neutralnym, ba, momentami obojętnym, a jednak kłębi się w tym tyle wrażeń, wzbudzasz tyle uczuć, że czytelnik wprost wpada w twój świat. To sugerowało najwyższą ocenę.
Ale z drugiej strony czegoś jeszcze ci brakuje, a mianowicie pewnego obycia z czytelnikiem i z literaturą od strony pisarza. Momentami twój tekst opada, traci na jakości, staje się nierówny. Zdarzają ci się takie drobne nie tyle błędy, co może potknięcia, które dobremu pisarzowi się nie przytrafiają, jak na przykład łopatologiczne informowanie czytelnika, zamiast pozostawienia mu większej swobody interpretacji. Momentami tracisz kontrolę nad tekstem, narracja staje się niepewna, brakuje w niej koniecznych fragmentów — jak byś nie wiedziała, co powinno zostać napisane, podczas gdy to twój świat, twoja wyobraźnia i tylko ty sprawujesz władzę nad Kimiro. Z tego względu postanowiłam umieścić opowiadanie na drugiej z góry półce, Arbiter elegantiarum. Choć jestem przekonana, że zanim jeszcze ukończysz tekst, będzie zasługiwał na więcej.
Poza tym chciałam dodać jeszcze jedną rzecz: umiem docenić dobrą prozę, ba, nawet bardzo dobrą prozę, ale nie każda dobra proza jest w stanie mnie zainteresować. Tematyka twojego opowiadania to nie mój konik; zbyt mocno tkwię w amerykańsko-zachodnioeuropejskiej świadomości, by mogło być inaczej. Ale twoje opowiadanie zdołało mnie rzeczywiście zaciekawić, przynajmniej jeśli chodzi o dalsze losy młodego Hiroshi, a to nie zdarza się często. Więc jeśli ma to jakieś znaczenie, dla mnie jako czytelnika, nie oceniającego, twój tekst jest warty więcej niż setki innych, które zdarzyło mi się czytać.


Isamar









Odsłona

Wykonana przez Isamar, Adobe Photoshop CS3 i FrontPage.
Pattern jak zawsze z tig, rysunek nkzs, a kadry z filmów Harry Potter, Zmierzch, Władca Pierścieni i serialu Merlin, wszystkie wygooglowane.
Na wyłączność talking about.